30 sierpnia 2012

Rozdział 17.

Siedziałam u siebie na łóżku i zastanawiałam się czy powiedziałam tacie prawdę. Czy damy sobie radę? będziemy musieli się przyzwyczaić do nowego życia. Nowych porządków. Czasem będzie nas to przerastać. Ale damy sobie radę. Muszę w to wierzyć. Czekałam na transmisję wywiadu z Blondaskiem. Usiadłam przed telewizorem z pizzą w ręku w łączyłam kanał MTV. Jak zawsze redaktorka pytała się o wszystko. O trasę, o chłopaków. Nawet o Perrie co mnie zdziwiło. I ostatnie najbardziej ekscytujące pytanie.
- A więc Niall. O co tak na prawdę chodzi z piękną Kay?- Niall zaśmiał się pod nosem. Na telewizorze za sofą na której siedział Horan ukazało się nasz zdjęcie z dzisiejszego popołudnia. Trzymaliśmy się za ręce i szliśmy w kierunku parku.- Tylko nie mów że to przyjaźń!- uprzedziła ze śmiechem.
- Nie to nie przyjaźń. Jesteśmy parą.
Redaktorka uśmiechnęła się.
- Wiedziałam!
Wywiad się skończył. Nagle poczułam potrzebę żeby Niall był obok mnie. Złapałam za telefon i napazgrałam szybkiego sms'a.

"Jesteś teraz wolny? Jak tak to zapraszam do siebie ;*"

"Jestem ;* Będę za pół godziny."

Poszłam do kuchni żeby coś ugotować. Zdecydowałam że ugotuję coś szybkiego i słodkiego. Co oznacza tylko jedno. NALEŚNIKIIIII?! Kiedy były już gotowe i miksowałam truskawki ze śmietaną i cukrem Niall zapukał do drzwi. Pobiegłam w ich kierunku jak dzika łania co nie umknęło uwadze taty siedzącego w salonie.
- Kay? Co ty bierzesz?
- Wącham filetowe kwiatki, tato- odkrzyknęłam ze śmiechem.
Otworzyłam drzwi i zaprosiłam Blondaska do kuchni. Po drodze zapytałam:
- Głodny?
Odpowiedź była oczywista i prosta.
- Zawsze!
Gdy już wszamaliśmy wszystko, poszliśmy do ogrodu. Wzięłam koc i klapnęliśmy na trawce pod drzewem. Wtuliłam się w Niall'a który objął mnie ramieniem. Westchnęłam. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Niestety czasem trzeba poruszyć pewne kwestie.
- Wiesz... Jak Zayn mnie odwoził podpytałam się go trochę o Perrie. On ją kocha ale ten związek nie przetrwa. On wkłada w niego wszystko a ona zlewa. Dla niej Zayn jest bo jest. Jakby go nie było dla niej nie zrobiło by dla niej zbyt wielkiej różnicy.
- Wiem też to zauważyłem. Nawet delikatnie go o tym poinformowałem. Niestety prawie mi nie przywalił. O nie chce o tym nawet słyszeć że ona go nie kocha. Jest w nią zapatrzony.
- Trzeba...
Nie dane mi było dokończyć. Przerwał mi dzwonek telefonu Nialler'a.
- Co tam Harry?... Że co?!... Nie no nie wchodziłem jeszcze... Zaraz będziemy...
Horan pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
- O wilku mowa. Perrie zerwała z Zayn'em, a ten z kolei upił się jak dzik i zamknął się we własnym  pokoju i chłopacy się o niego martwią. Może ty coś zdziałasz po podejrzewam że jak ich nie posłuchał to mnie też nie.
Niall podniósł tyłek z koca i pomógł wstać mi. Nie chciało mi się ruszać dupska ale trzeba pomóc Malik'owi po zerwaniu. Bóg jeden wie co chce sobie zrobić. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w kierunku północnej części Londynu. Jadąc nie odzywaliśmy się, oboje martwiliśmy się co się z nim dzieje. Kiedy stanęliśmy nie miałam czasu patrzeć gdzie mieszkają teraz chłopcy. Pobiegliśmy w kierunku pokoju Zayn'a gdzie tłoczyli się wszyscy chłopacy.
- Jak długo już tam siedzi?
Spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami.
- Może godzinę.
- Dobra... Zayn! Otwórz drzwi i porozmawiajmy normalnie!- krzyknęłam. Brak odpowiedzi.- Zayn!...
Spojrzałam na Liam'a który patrzył na drzwi błagalnym wzrokiem.
- Kurwa mać, Zayn, otwieraj bo wyważymy te drzwi!
Po chwili usłyszeliśmy cichy bełkot.
- Wypierdalać mi kurwa bo przyjebie.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Osz to cholernik jeden.
- Kobietę uderzysz?- spytałam zaczepnie.
- Należy się wam. Wam wszystkim. Jesteście takie... podłe- kolejny ledwo zrozumiały bełkot pijaka. Podniosłam wysoko brwi ze zdziwienia. Podłe?
- Zayn... Otwórz. Wejdę tylko ja i pogadamy na spokojnie.
po chwili usłyszeliśmy dźwięk przekręcanego klucza. Weszłam do pokoju ale zamurowało mnie w połowie kroku. O... cholerka. Malik musiał się zachowywać jak tornado. Na podłodze leżały jego zdjęcia z Perrie, poduszki porozwalane wszędzie. Ściany musiały być regipsowe bo nad komodą widniała dziura wielkości pięści. Na podłodze leżały już dwie puste butelki po whisky. Zayn wyglądał w miarę dobrze poza nieprzytomnymi oczami i nieułożonymi włosami które miał w całkowitym nie ładzie. Schował twarz w dłoniach.
- Ja ją kocham, Kay. Dlaczego? Nawet nie potrafiła normalnie się spotkać. Zerwała przez telefon. Rozumiesz?! SMS'em! Jakie to banalne. Niall miał rację. Kompletnie ją nie obchodziłem. Chodziło o rozgłos... Ale ja ją kocham. Nadal... nie mam po co żyć. Nie mam.
Westchnęłam i usiadłam obok niego na podłodze.
- Debilu. Nie mów tak nawet. Masz chłopaków, masz mnie! Nie ty pierwszy i nie ostatni przechodzisz przez takie coś. Musisz zacisnąć zęby i pokazać jej że masz klasę i podnieść się z tego. Przecież jest tyle innych dziewczyn które tylko czekają aż na nie spojrzysz! Na przykład Vivia...
Kurwa! Mój nie wyparzony jęzor. Zayn spojrzał na mnie kątem oka.
- Vivian co?
- Nic. Mniejsza o to nie o tym mówimy. Choć ogarniemy tutaj i położysz się spać pijaku.
Było to dość trudne. Pościeliłam mu łóżko i popodnosiłam poduszki z podłogi. Zdjęcia ustawiłam w rządku przy koszu na śmieci. Już nie będą mu potrzebne. Butelki postawiłam na komodzie. Wzięłam Zayn'a pod rękę i pomogłam położyć się na łóżku. Nie był w stanie chodzić. Był kompletnie pijany dziwiłam się że w ogóle zdołał ze mną pogadać. Kiedy pomogłam mu się wdrapać na łóżko wyszłam z pokoju zamykając drzwi. Poszłam prosto do salonu przez który wchodziliśmy z Niall'em. Gdy przekroczyłam próg pokoju wszystkie oczy spoczęły na mnie.
- Jest zalany w trupa ale zdążyłam z nim pogadać. Teraz słodko chrapie.
- Jak się czuje?- spytał Harry który był wyraźnie przybity z resztą jak my wszyscy.
- Jak chłopak który został rzucony przez dziewczynę którą kocha. Do tego w chamski sposób, przez SMS. Ale nic nie chce sobie zrobić. Chyba.
Lou westchnął i potarł sobie oczy rękoma. Zdałam sobie sprawę że zachowują się jak jedna osoba, jeden organizm. Jeden jest przybity i smuty reszta też. Od humoru jednego jest zależny humor reszty.

~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Hej ;p Końcówka jakaś dupna xD
Jak tam ostatnie dni wakacji.? : (
W ogóle mam suprajsa. :D
Piszę drugie opowiadanie nie związane z 1D.
Jest o wampirach:
Ciemna strona nocy..
http://opowiadanie-o-wampirach.blogspot.com/



Zuza..♥

26 sierpnia 2012

Rozdział 16.

Siedzieliśmy na ławce już spokojnie i po ludzku rozmawiając. Harry, Lou i Zayn poszli po lody. Korzystając z okazji że Malik poszedł z chłopakami zapytałam chłopaków co się z nim dzieje że jest taki nieobecny.
- Kolejna kłótnia z Perrie- odpowiedział krótko Liam.
- Kolejna?-spytałam zdezorientowana.
- Od jakiegoś czasu nie jest u nich kolorowo. Kłócą się w wyniku czego Malik chodzi przybity, nie odzywa się w ogóle jakby go nie było. Za to Perrie nic sobie z tego nie robi. Chodzi na imprezy, pije, bawi się , śmieje a on nie wychodzi w ogóle z domu. Dziś cudem wyrwaliśmy go z domu. Jeżeli szybko tego nie naprawią to koniec tego związku. Przynajmniej w moim odczuciu.
Czyli Perrie nic sobie z tego nie robi a Zayn się obwinia. Powiał zimny wietrzyk a ja automatycznie wtuliłam się w Niall'a. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Przyszli chłopacy z lodami. Zachowywali się dziwnie spokojnie. Może z powodu Zayn'a.
- Cholera!- krzyknął Niall- Zapomniałem! Mam wywiad za pół godziny. Chłopacy odwieziecie Kay? Ja już nie zdążę.
- Spokojnie. Jakoś sobie poradzę. Ty idź i się nie przejmuj.
Dał mi szybkiego całusa i popędził w stronę wcześniej zaparkowanego auta. Spojrzałam na chłopaków.
- To który mnie odwiezie?
Zayn machną ręką w geście żebym poszła za nim. Pożegnałam się za świrami z fontanny i Liam'em. Popędziłam za Zayn'em który szybciej iść już chyba nie mógł. Zamierzałam podpytać i jego w samochodzie. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł ale może mu ulży jak się wygada. Wsiadłam do samochodu i nie wiedziałam od czego zacząć. Zdecydowałam się na akcję prosto z mostu bez owijania w bawełnę.
- Co tam u Perrie?
Zayn uśmiechnął się krzywo pod nosem. Staliśmy w popołudniowym korku.
- Chłopacy kazali się wypytać. Wiedziałem.
Spojrzałam na niego spode łba.
- Nie. Sama się pytam bo widzę jak się zachowujesz! Chodzisz przybity, zasmucony, zamyślony i przygnębiony a to w huj do ciebie nie podobne! Martwię się o ciebie i o to ci się z tobą dzieje. Jeżeli nie chcesz to nie mów ale jeżeli ci to pomoże, możesz się nawet wypłakać mi na ramieniu.
Zayn oparł głowę na kierownicy i przymknął oczy. Westchnął głęboko. Wiedziałam ze będzie mówić.
- To się sypie, Kay. A ja nic nie mogę na to poradzić. Nie możemy się już dogadać. Nie potrafimy. Albo nie chcemy. Ciągłe kłótnie o byle gówno. Nie radzę sobie z tym. Ona nic sobie z tego wszystkiego nie robi. Imprezuje i bawi się. A ja tak nie potrafię. Nie wiem co mam robić.
Otworzył powieki nie podnosząc głowy. Miał zaszklone oczy. Jest gorzej niż myślałam nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Jeżeli chcesz wiedzieć co ja myślę na ten temat i co ja bym zrobił powiem ci tak. Kiedyś byłam w podobnej sytuacji. Też było mi ciężko z kolei Jemu nie. Stwierdziłam że to  nie ma sensu. Nie ma sensu tkwić w czymś czego nie ma i już nie będzie. Trzeba iść dalej chociaż bardzo boli i nie wyobrażasz sobie życia bez Niej. W tym wypadku przysłowie "Czas leczy rany." jest trafne. Tobie będzie łatwiej. Masz przyjaciół którzy ci zawsze pomogą i dużo roboty. Nie będziesz miał czasu myśleć i ubolewać. Uwierz mi, to łatwiejsze niż myślisz. Kiedyś usiądziesz i pomyślisz że było ci tak ciężko a teraz to tylko wspomnienie które... nic nie znaczy. Zrobiło cię tylko silniejszym.
- Może kiedyś...- mruknął pod nosem.
Do końca nie odzywaliśmy się już, chyba dałam mu do myślenia. Mówiłam to co czułam i co było prawdą. Im później tym łatwiej. A nawet się zapomina. Do czasu aż człowiek sobie nie przypomni że był tak lekkomyślny i zamartwia się tym czym nie trzeba. Kiedy w końcu wyjechaliśmy z korku i podjechaliśmy pod mój dom, pożegnałam się z Zayn'em. Wbiegłam do domu i wypuściłam Fate do ogrodu. Nigdzie nie było taty chociaż samochód stał na podjeździe. Salon, kuchnia, sypialnia, ogród, łazienka.. wszystko puste. Został jeszcze tylko pracownia taty. Otworzyłam po cichu drzwi i zobaczyłam ojca siedząco przy biurku. Patrzył się na długopis którym się bawił rytmicznie uderzając w deskę. Nawet nie zauważył mojego przyjścia. Miał smutny wzrok. Obok jego dłoni leżała otwarta koperta a na niej list. Podeszłam do taty który w końcu mnie zauważył. Wzięłam list do ręki. To nie list. To pismo o rozwód. Rzuciłam ja z powrotem. Przysiadłam tacie na kolanach i przytuliłam go. Poczułam łzę. Spojrzałam mu w oczy i otarłam ją.
- Damy sobie radę bez niej- szepnęłam z przekonaniem i znów go mocno przytuliłam.

~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Hej.! Od razu wyjaśniam.! xD 
Musiałam postawić Perrie w złym świetle :D
Tak na prawdę nic do niej nie mam ;p
Rozdział krótki bo pomysł który siedzi mi w głowie 
zajmie mi trochę czasu i zeszło by mi do pierwszej w nocy ;3
A musiałam dodać jeszcze dziś bo Nati urwałaby mi głowę xD
Ps. Anonimy mogą już dodawać komentarze ;D Proszę tylko żebyście się podpisywali ;p


Zuza..♥

23 sierpnia 2012

Ogłoszenia parafialne.!

Hmm.. Ludziska zauważyłam że na niektórych blogach autorki zamieszczają swoje zdjęcie. ;D Postanowiłam że też dodam swoje zdjęcie ;D Uprzedzam nie przestraszcie się ;p





No i moja pasja ;D



Zuza..♥

22 sierpnia 2012

Rozdział 15.

Zaprowadziłam Niall'a do swojego pokoju. Miałam mały "burdel" ale nie dbałam o to. Na łóżku leżał otwarty album. Blondasek wziął go do rąk i zaczął przeglądać. Siedziałam koło niego i patrzyłam na jego twarz. Chciałam zapamiętać każdy detal jego twarzy. Każdą małą ledwo widzialną zmarszczkę, prawdo podobnie powstałą w wyniku częstego śmiechu. Każdą niebieską plamkę w jego oczach. Wyraz twarzy Niall'a zmienił się. Zaczął się dusić ze śmiechu. Wyjął zdjęcie i pokazał mi je. Ja tylko schowałam twarz w rękach.
- Nawet nie wiesz jakiego miałam siniaka na tyłku.
Na zdjęciu znów byłam zaraz po upadku. Cała w piachu i wkurzonym wyrazem twarzy zmierzałam w kierunku Pedry, a w ręku miałam zaciśniętego bata.
- Ale tak szczerze to chyba nie użyłaś tego bata?- spytał zmartwiony Niall.
- Muszę cię zmartwić. Pedra jest koniem upartym. Czasem podczas jej pierwszych jazd pięć razy lądowałam na ziemi przez jedno godzinną jazdę. Uwielbiała się wspinać tylko jak siadałam na jej grzbiecie. Jakby tego było mało jak już się rozpędziła ciężko było ją utrzymać w ryzach. Gnała przed siebie i nie było mowy o zwolnieniu. Jakbyś jej nałożył klapki na oczy! Oczywiście nie było tak że się nad nią znęcałam i dostawała za byle co! Jak trzeba było dostała batem raz, dwa razy i była spokojna do końca lekcji. Na szczęście oduczyła się zrzucania mnie z grzbietu i gnania na oślep. Ale wspinanie się jej nie przeszło.
Niall ściągnął brwi. Już zupełnie zapomniałam że on tez jeździł. Zapytałam się go z nie małą ciekawością:
- A jaki był twój koń?
Na jego twarzy pojawił się uśmiech który pokochałam.
- Ma na imię Chester (Czester). Kasztanowaty arab. Też się wspinał ale tylko jak się denerwował. Był doskonałym skoczkiem.  Nigdy nie miał wyłamania! Zawsze przeskakiwał przez przeszkodę niezależnie od tego jakie błędy popełniałem ja! Niesamowity koń- zaczął chichotać. Nie patrzył się na mnie, tylko przed siebie z matowym wzrokiem.- Ale również bardzo złośliwy. Nie pozwolił się czyścić nikomu oprócz mnie. Dlatego po roku jazdy kupiłem go pomimo tego że mój trener mi to odradzał.
Przeanalizowałam szybko całą jego wypowiedź. Można by powiedzieć że koń idealny. więc czemu przestał jeździć.
- Więc czemu..
- Czemu przestałem jeździć? Nie mam już na to czasu. Ledwo dałem radę się dziś wyrwać z sesji. Oczywiście chłopacy mi pomogli ale nasz menadżer się wkurzy. Uwierz mi, tęsknię za tym. Sprzedałem Chestera co kosztowało mnie wiele uczuć. Cały czas przypominam sobie jego mądre, brązowe oczy.
- Wiem jak to boli- powiedziałam spuszczając głowę w dół ze smutną miną. Niall spojrzał na mnie i bez słowa obją moją twarz dłońmi składając delikatny pocałunek na moich ustach. Delikatny i czuły pocałunek moim zdaniem chamsko, bezczelnie i wrednie przerwany przez telefon głodomorka który posłał mi przepraszające spojrzenie.
- Masz wyczucie, Lou.... W którym?... Okey, zaraz będziemy. Chłopacy są w parku niedaleko redakcji pisma w którym mieliśmy sesję, zapraszają nas. Chcesz iść?
Czy chcę?!
- Głupie pytanie! Oczywiście że chce!
Zerwałam się na równe nogi ale gdy spojrzałam w dół powiedziałam że potrzebuję czasu żeby się przebrać.
- Absolutnie nie potrzebujesz! Wyglądasz oszałamiająco!
- Oczywiście! W dresach i koszulce XXL!
Nie czekając na odpowiedź podeszłam do drzwi garderoby i zaczęłam poszukiwać ciuchów. Wyjęłam jasne rurki z obniżonym krokiem, limonkową bokserkę i białe converse. Poszłam w stronę łazienki żeby się przebrać. Włosy rano prostowałam więc tylko je rozpuściłam rozczesałam i włożyłam czarną czapkę skate'rską. Pod drzwiami zaczął jęczeć Niall.
- Boże! Ile jeszcze?!
Podeszłam do drzwi o otworzyłam je zamaszystym ruchem. Niestety Blondii się o nie opierał więc w efekcie otworzenia drzwi on wylądował na mnie a ja niestety na podłodze. Zaczęliśmy się śmiać, pomimo wiedzy że będę mieć guza na głowie. Gdy wreszcie się uspokoiliśmy i zeszliśmy na dół. Przed domem stał samochód Niall'a. Ruszyliśmy w kierunku Hyde Parku. Przypomniałam sobie o pytaniu które miałam zadać już dawno temu.
- Dlaczego już was nie widuję w willi obok?
- Mieszkamy bliżej centrum. Willę właściwie wynajęliśmy tylko na czas wakacji. Teraz mam więcej pracy i spraw w centrum. Stwierdziliśmy że nie ma sensu ganiać w tę i z powrotem.
W gruncie rzeczy mają rację. Droga do szkoły, która nie leży blisko centrum zajmuję mi około 25 minut jak nie ma korków. Kiedy zajechaliśmy byłam pod wrażeniem. Przy każdym wejściu Była mozaika z kwiatów. Rozpoznawałam złocienie, lwie paszcze, portulaki, cynie, dalie, aksamitki, nachyłki nawet astry chińskie!  Niall złapał mnie za rękę i pociągnął w kierunku parku.
- Gdzie są chłopacy?- spytałam.
- Hmmm.. Nie wiem. Podejrzewam że ich albo usłyszymy albo zobaczymy.
Nie mylił się. Znaleźliśmy tych wariatów przy fontannie. Liam stał z załamanymi rękoma patrząc na Louis'a i Harry'ego ganiających się w fontannie. Byli przemoczeni do suchej nitki. Zayn siedział nieobecny na ławce co od razu mnie zastanowiło. Liam podszedł do Mulata i przysiadł koło niego ze zrezygnowaniem na twarzy.
- Cześć!- powiedzieliśmy z Niall'em do reszty.
Kiedy nas zobaczyli od razu ich spojrzenia powędrowały w kierunku naszych złączonych dłoni.
- Dzięki ci Boże! Nareszcie Niall zacznie normalnie wyżerać żarcie z naszej lodówki bo normalnie jest pełna, co się jeszcze nigdy nie zdarzyło!- zaczął wrzeszczeć Lou.
-Louis! Zamknij się i wyłaźcie z tej fontanny ludzie się na was gapią!
 BooBear rozejrzał się dookoła. "Emeryci i renciści" spoglądali na niego karcącym wzrokiem. Wyskoczył z wody. Lou poszedł na ławkę za to Harry niebezpiecznie zaczął się do mnie zbliżać.
- Nawet o tym nie myśl- powiedziałam patrząc zmrużonymi oczami na Harolda.
On spojrzał niewinnie.
- Zależy o czym.
- Ty już dobrze wiesz o CZYM!
Hazza uśmiechnął się cwaniacko i rozłożył ręce do uścisku. Puściłam rękę Niall'a, odwróciłam się na pięcie i zaczęłam uciekać przed goniącym mnie Haroldem. Odwróciłam się na chwilę by zobaczyć co się dzieję za moimi plecami. Chłopcy którzy zostali przy ławce pękali ze śmiechu. Nawet wcześniej nieobecny Zayn. Harry za to niebezpiecznie zaczął się do mnie zbliżać. Musiałam zrobić parę manewrów. Pobiegłam w stronę sąsiedniej ławki chłopaków, oczywiście najpierw zrobiłam parę pętli w około drzew, przeskoczyłam ją w stylu parkour. Czyli oparłam cały ciężar na lewej ręce a nogi podwinęłam jak najmocniej i przerzuciłam je bez dotykania oparcia. Kiedy tylko moje stopy dotknęły ziemi pobiegłam w kierunku pobliskiego drzewa. Było idealne do wdrapania się. Złapałam najbliższą gałąź i podciągnęłam się na niej, prawą nogę zarzuciłam na drugą gałąź i wdrapałam się wyżej tak aby być poza zasięgiem napalonego na przytulanie, mokrego Harry'ego. Spojrzałam w dół. Hazza stał ze smutną miną.
- Ja chciałem tylko przytulić!
Zaczęłam się śmiać. Zabrakło mi tchu. Słabiutko z moją kondycją.
- Haruś! ja cię zawszę przytulę ale jak będziesz suchy! A teraz obiecaj że jak zejdę to mnie nie przytulisz!
Wzruszył tylko ramionami.
- Okey!
Rzuciłam się z drzewa na "spidermen'a". Poszliśmy do chłopaków już w spokojnym tempie. Patrzyli na mnie jakby nie wiem co przed chwilą zrobiła.
- Co jest?- spytałam.
- Parkour? Wchodzenie na drzewa? Co jeszcze?- spytał Zayn.
Popatrzyłam na nich. Byli zdziwieni ale i widziałam w ich oczach szacunek.
- Cóż.. Piłka nożna, siatkówka, jazda konna, zapasy i kick boxing przez pół roku. Koleżanka mnie namówiła.
- Twój ulubiony klub?- zapytał Liam.
- FC Barcelona. I ulubiona reprezentacja Hiszpania.
Spojrzeli na mnie ze zmrużonymi oczami. Tak to jest jak ktoś woli MU.
- Masz u nas Minusa!- stwierdził groźnym szeptem Lou.- Ale oczywiście małego!-krzyknął ze śmiechem i mocno przytulił. Krzyknęłam cicho bo zapomniałam że on też tarzał się w tej cholernej fontannie. Miałam mokrą bokserkę.
- Dzięki, Louis!
- Do usług!

~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Zacznę od tego iż powiem czemu tak późno :D 
przez dwa dni nie miałam prądu po cholernej burzy xD
Muszę bardzo ale to bardzo podziękować Natalii!
Bez ciebie ten rozdział nie byłby taki jaki jest! 
Pomogłaś mi przy cholernie dużym braku weny! 
 DZIĘKI.!! :***
(W nn wykorzystam twój pomysł :D)


Zuza..♥

Zapomniałam dodać co to jest wspinanie ;D xD
To coś takiego :D Kon staję "dęba" jak to niektórzy mówią xD

Zuza..♥

15 sierpnia 2012

Rozdział 14.

To się nie dzieje na prawdę. Nie dość że ktoś wysłał Niall'owi to pojebane zdjęcie z Will'em to jeszcze moja matka zdradza tatę. No pięknie. Po porostu pięknie. Świat wali mi się na głowę. A ja nic nie mogę na to poradzić. Patrzyłam się jak tępa w zachmurzone niebo. Nie zasnęłam tej nocy. Chyba tak samo jak mój tata. Siedział przy butelce John'ego Walker'a. Matka wyszła trzaskając drzwiami kiedy usłyszała od ojca że rozwodu nie dostanie. Kiedy zaczęłam przemyślenia na temat mamy z każdą minutą nienawidziłam jej coraz bardziej. Jak mogła? Ojciec spełniał każdą jej najmniejszą zachciankę, wyjechał za pieniędzmi do Szwecji. Przyjeżdżał do domu raz na pół roku. Właściwie wychowałam się bez ojca. Nie mogłam uwierzyć że zrobiła coś takiego facetowi który poświęcił ponad 15 lat dla jej komfortu. Zegarek nie ubłaganie wskazywał godzinę 6.00. W ogóle nie spałam. Miałam ochotę zostać w domu, w łóżku. Lecz miałam do załatwienia pewną sprawę. Wstałam i poszłam do łazienki. Kiedy spojrzałam w lusterko jęknęłam z przerażenia. Wczoraj zapomniałam zmyć makijażu, a teraz na mojej twarzy widoczne były ślady łez. Miałam zaczerwienione oczy i bladą twarz. Nałożyłam małą warstwę pudru i pomalowałam rzęsy. Wyprostowałam włosy i zarzuciłam na prawe ramię. Ubrałam czarne leginsy, szary sweter do połowy ud i miętowe converse. Wyszłam z domu nie szukając taty. Pewnie pojechał do pracy. Jest takim małym pracoholikiem. Nie lubi siedzieć w miejscy i nic nie robić. Zajechałam pod szkołę i zobaczyłam Will'a. Szedł sam. Wyskoczyłam jak oparzona z samochodu. Podbiegłam do niego i popchnęłam go ale nie tak mocno żeby upadł. Śliwka zrobiła się koloru bordowego. Codziennie inny kolor.
- Co ty zrobiłeś?- warknęłam do niego. Tyle się wydarzyło wczoraj że miałam ochotę wyładować złość na nim.
- O co ci chodzi?- spytał zdezorientowany.
- O co? Jak mogłeś wysłać to zdjęcie do Niall'a?
- Jakie zdjęcie do jasne cholery! Możesz mówić jaśniej?
- Zdjęcie na którym mnie całujesz, debilu.
Rysy twarzy mu stężały. Był zdziwiony. Zaskoczony.
- Kay. To nie ja. Nawet nie wiem na co miałbym wysłać poza tym jak miałbym cię całować i robić zdjęcia jednocześnie?
- Masz swoich chłopców na posyłki! Jedno twoje słowo a oni skoczą z mostu.
- Kay. To naprawdę nie ja! Jeżeli chciałbym coś takiego zrobić nie wysyłałbym mu  tego zdjęcia tylko dostarczył osobiście.
Mówi prawdę. Nie wiem skąd to wiedziałam ale byłam po prostu pewna.
- Poza tym miałbym za dużo do stracenia. Karla puściłaby takie plotki na mój temat że głowa mała. Nie wyplatałbym się z tego.
Odwróciłam się bez słowa i poszłam do szkoły. Zaczęłam "trawić"to co do mnie powiedział. Jeżeli nie on to kto? Przed lekcjami poszłam jeszcze do swojej szafki. Wyjęłam książki na następne cztery lekcje i wpakowałam do torby. Zamknęłam drzwiczki i odwróciłam się. Stanęłam jak wryta bo za mną stała Karla. Patrzyła na mnie ze wściekłością w oczach. Wyglądała jakby miała się zaraz rzucić na mnie z pazurami i wydrapać oczy. Jest mniej więcej tego samego wzrostu co ja lecz tym razem patrzyłam na nią jak na wieże Eiffla za sprawą wielkich szpilek.
- Trzymaj się z daleka od Will'a albo gorzko tego pożałujesz- warknęła do mnie.- Dostałaś już z resztą próbkę moich możliwości.
- To ty wysłałaś...
- Tak ja- przerwała mi w połowie zdania.
Ogarnęła mną wściekłość. Czysta nienawiść. Miałam ochotę posłać jej mini bombę na twarz. Nie wiem skąd tyle się wzięło u mnie agresji. Powstrzymałam się i wygłosiłam jej króciutki monolog który ją wystraszył lecz nie dała tego po sobie poznać tylko jej oczy zdradzały strach.
- Posłuchaj mnie, dziewczynko. W dupie mam twoje groźby. Słowa są dla mnie mało szkodliwe. Jeżeli byłaś świadkiem całego zajścia z Will'em to dobrze wiesz skąd ma tą śliwę. Mogę to samo zrobić z tobą. Nie boję się konsekwencji bo przyczyniłaś się do tego że straciłam jedną z ważniejszy osób w moim życiu. Mam dla ciebie pewną radę. Lepiej napraw to co spieprzyłaś w moim życiu. Nie chcę wiedzieć jak! Masz to naprawić albo twoja buźka już nigdy nie będzie taka sama.
Odeszłam żeby rzeczywiście jej nie przywalić. Ale nie mogłam się powstrzymać od pociągnięcia z "bara". Hmm... posunęłam się do groźby. Z tego co pamiętam to karalne ale w chwili obecnej nie obchodziło mnie to. Poszłam prosto pod klasę gdzie siedziała Vi. Opowiedziałam jej o całym zajściu. O mały włos znów się nie rozkleiłam. Widząc to Vi wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia.
- Gdzie idziemy?- zapytałam lekko zdezorientowana. Za chwilę miały zacząć się lekcje.
- To chyba oczywiste. Ani ja, ani ty nie mamy ochoty na siedzenie w tej okropnej budzie więc idziemy na wagary.
Spojrzałam na niebo było zachmurzone. Dziś na pewno będzie padać.
- Daj spokój gdzie pójdziemy? Zaraz lunie.
Ona również spojrzała do góry.
- Ech... Kay. To zwykłe Londyńskie niebo. Dziś nie będzie padać. Możemy pójść do parku na lody. Choć pogoda nie sprzyja lodom.
Zaśmiałam się i poczochrałam ją po rudej grzywie ku jej wyraźnemu niezadowoleniu. Spojrzała na mnie spode łba grożąc mi palcem.
- Ustalmy sobie coś młoda panno! Ręce precz od grzyweczki!
- Się rozumie!
Poszłyśmy do pobliskiego parku. Park jak to park. Dużo drzew, trochę krzewów i ławek. Usiadłyśmy na jednej z nich. Rozmawiałyśmy o błahostkach. Rozmowa zeszła na tor "zakupy" i umówiłyśmy się na mini "shoping" w następną sobotę. Vivian chciała przejrzeć trzy centra handlowe! W jedno popołudnie. Szalony człowiek. Przyjrzałam się jeszcze raz ławce na której siedziałyśmy. Były na niej wydrapane kluczami (tak podejrzewam) inicjały zakochańców którzy siedzieli na tej ławce. Znów zrobiło mi się smutno a do oczu napłynęły łzy.
- Nie powiedziałam ci wszystkiego- wyszeptałam przez łzy. Vi spojrzała na mnie ze zmarszczonymi w zamyśleniu brwiami. Opowiedziałam jej o moich rodzicach. A ona o swoich. Jej rodzice też się rozwiedli. Tylko że ona miała w tedy 2 latka i nic nie pamięta. Ojciec uciekł od niej i jej mamy. Nie ma z nim najmniejszego kontaktu nawet nie wie czy żyje. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy i nawet nie zauważyłyśmy kiedy ale pogoda zmieniła się diametralnie. Zrobiło się ciemno i zaczął wiać zimny wiatr pachnący deszczem.
- A miało nie padać, hę?
- Pff... czepiasz się- odpowiedziała Vi wzruszając ramionami. Spojrzałam na wyświetlacz iPhona. Lekcje skończyły się pół godziny temu. Poszłyśmy pod szkołę po mój samochód. Odwiozłam Vi do domu a sama ruszyłam w kierunku swojego. Nikogo w nim nie było. Poszłam do siebie. Próbowałam się czymś zająć na próżno. Próbowałam ze wszystkim. Prace domowe, książki, internet, malowanie. Bez skutku. Otworzyłam jedną z szuflad i wyjęłam mój album. Usiadłam na łóżku i oglądałam zdjęcia na których byłam ja i Pedra. Tęskniłam za moim osiołkiem. Została w Polsce. Nie chciałam jej narażać na stres. Z resztą dawno temu umówiłam się z tatą że wydatki na jazdę konno idą z mojego konta, a taka podróż nie jest tania.Znalazłam zdjęcie które uwielbiałam pomimo tego co stało się potem. Zdjęcie przedstawiało kłusującą Pedre w rzece i mnie spadającą z siodła. Pamiętam że Pera zrobiła gwałtowny zryw a ja zgubiłam strzemię i za późno zrobiłam dosiad. Byłam cała mokra. Ale za to radość Pedry niewyobrażalna. Od tamtej pory kocha kąpiele wodne. Moje wspomnienia przerwał łomot do drzwi. Spełzłam z łóżka i poszłam w stronę drzwi. Ktoś namolnie pukał coraz głośniej.
- Człowieku spokojnie bo mi drzwi rozwalisz- powiedziałam otwierając drzwi.- Oł.. Cześć.
Przede mną stał Niall. Moje małe serduszko chciało wyskoczyć z mojej klatki piersiowej.
- Kay! Ja to wszystko przemyślałem. Jestem skończonym dupkiem. Powinienem z tobą pogadać na spokojnie. Zareagowałem zbyt gwałtownie ale byłem zbyt wkurzony żeby myśleć. Przepraszam cię.
Nawet szybko mu to poszło. Patrzyłam na jego oczy pełne strachu i smutku. Nic nie powiedziałam. Zarzuciłam mu ręce na szyję i wyszeptałam do ucha:
- Nigdy więcej.
- Nigdy więcej- odszepnął.

~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Hej.! Na początku chcę wam podziękować za ponad 1700 wyświetleń!
Jesteście boskie ;*
Rozdział jest bardziej z przemyśleniami niż dialogami bohaterów. ;D
Oczywiście muszę zamieścić dedyczek dla nowych czytelniczek :D
Przede wszystkim dla Czarnej która jara się występem chłopaków na igrzyskach xD
Dla jednej Natalii ;D 
Dla drugiej Natalii :D
Dla Zuza Batok którą polubiłam od pierwszego komentarza :P
Dla Olivi ;D
(Jeśli o kimś zapomniałam pisać w kom. :D)

Ps. Skoro jest was tak dużo to może pobijecie ilość komentarzy? (5 kom.) Nie to żebym was do czegoś namawiała xD Luźna propozycja ;D


Zuza..♥

11 sierpnia 2012

Rozdział 13.


Nie wierzyłam w to co usłyszałam. Siedziałam z nieobecnym wzrokiem wpatrując się w telewizor. Wywiad dawno się skończył ale ja nie byłam w stanie poruszyć się. Usłyszałam dzwoniący telefon. Na wyświetlaczu wyświetlano nazwę "Vi ;*". Odebrałam po krótkim zastanowieniu.
- Kay? Może nie miał wyjścia. Nie przejmuj się.
Nie wytrzymałam. Wybuchłam płaczem.
- A mówił mi że powie prawdę. Że nie chce się ukrywać.... A może to jest prawda? Może ma mnie za zwykłą przyjaciółkę?
- Nie. Coś się musiało stać. Może stało pod scianą i nie miał innego wyjścia- powiedziała z niezłomną wiarą w głosie. Chciałabym żeby tak było.- Zadzwoń do niego. Wyjaśnijcie to sobie na spokojnie. I przestań płakać. Proszę!
- Dobra ogarnę się. Pa.
Poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Musiałam przemyśleć całą sprawę. Nic mi to nie dało. Nie miałam najmniejszego pomysłu na tą rozmowę. Napisałam do Niego sms'a.

"Spotkajmy się za 2 godziny w parku st.James'a."

To nie było pytanie czy prośba To zabrzmiało wręcz jak żądanie.

"Dobrze."

Nie wiedziałam jak zacząć naszą rozmowę. Nie chciałam płakać. To by było oznaką słabości. Nie chciałam mu jej pokazać. Trudno będę lecieć na spontanie. Istny spontan. Założyłam ciemne przecierane jeansy, białą bokserkę, czarną bluzę Barcelony i zwykłe białe nike. Wyszłam z domu i dokładnie zamknęłam drzwi. Wsiadłam do samochodu i pojechałam w kierunku parku. Nie było dużo ludzi. Pogoda nie sprzyjała przechadzką. Było zimno i pochmurnie kto wie może to już początek jesieni. Ruszyłam w kierunku fontanny i usiadłam na jednej z otaczających ją drewnianych ławek. Czekałam z zaciśniętymi dłońmi w pięści. Patrzyłam na parę siedzącą na sąsiedniej ławce. Byli wtuleni w siebie.. byli szczęśliwi. Nie zważali na złą pogodę. Cieszyli się własną bliskością. Moją obserwację przerwał ruch obok mnie. To Niall.
- Cześć- szepnęłam.
- Cześć. O czym chcesz gadać?- Jego ton głosu mnie zdziwił. Był spokojny ale dało się wyczuć w nim wściekłość i smutek. Mieszankę wybuchową.
- Jak to o czym? To chyba oczywiste!
Niall zmrużył oczy.
- Są dwa tematy. Moja odpowiedź podczas wywiadu albo twój pocałunek z jakimś frajerowatym gachem.
Zrobiłam oczy jak pięć złoty. Skąd on o tym wiedział?! Will by tego nie zrobił. A może jednak...
- Skąd...?- nie dokończyłam pytania, to nie było potrzebne.
On tylko wyjął swojego iPhone'a i pokazał mi zdjęcie na którym byłam oparta o szafki a Will przyciskał mnie swoim cielskiem całując mnie. Przełknęłam ślinę.
- Wiem że to najgłupsze co teraz powiem ale taka jest prawda. To nie to co myślisz.
Spojrzał na mnie oburzonym wzrokiem.
- Nie?!- niemal krzyczał ze złości.- A niby co kurwa?
Może to nieodpowiedni moment ale muszę stwierdzić że do twarzy mu z frustracją i wściekłością. Miał słodkie zaczerwienione poliki.
- Wyczujesz różnice jak powiem ci że to on całował mnie a nie ja jego?- też już niemal krzyczałam. Ale nie ze złości tylko nie mocy. "Jak mogę mu to udowodnić?" to pytanie kołatało się w mojej głowie.- Jeżeli chcesz znać przebieg całej sytuacji to powiem ci tak. Zmusił mnie do pocałunku! Który trwał może z 3 sekund! Racja o 3 sekundy za dużo ale mógł on trwać dłużej gdybym mu nie przywaliła w twarz! I masz racje to zwykły Frajer! Nie chodzi mi o ten jebany wywiad! Tylko o to że nie porozmawiałeś ze mną! Że mi nie ufasz- ostatnie zdanie szepnęłam mu prosto w twarz. Nie chciałam się upokorzyć, zachowałam resztki godności. Wstałam z ławki i powiedziałam. - Przemyśl to. Cześć.
Odwróciłam się i odeszłam. Nie przeszłam nawet dziesięciu metrów. Pobiegłam jak najszybciej mogłam w kierunku samochodu. Łzy zaczęły pomału lecieć po moich policzkach. Wsiadłam do auta i zaczęłam ryczeć jak dziecko. Zabiję Will'a. Razem ze mną zaczęło płakać niebo. Oparłam głowę o przyciemnioną, zimną szybę. Wpatrywałam się w krople deszczu spływające po szkle. Odpaliłam samochód i wróciłam do domu. Poszłam prosto do swojego pokoju. Głowa pulsowała mi niemiłosiernie. Podejrzewałam że to od płaczu. Położyłam się na łóżku i wsłuchiwałam się w ciszę. Nagle na dole usłyszałam trzask drzwi. Spojrzałam na zegarek za wcześnie na przyjście rodziców z pracy. Podeszłam do drzwi. Uchyliłam je lekko. Usłyszałam krzyk ojca.
- Jak długo mnie zdradzasz, co?!- że co?! Że mama?!
- Nagle zauważyłeś?!- spytała oskarżycielskim tonem.
- A więc to moja wina że bzykałaś się z moim najlepszym kumplem?!
No nie.. Chyba powariowali.
- Od dawna w naszym związku nie było dobrze. Chcę rozwodu- odpowiedziała mama ze spokojnym głosem. Tata nie miał na to odpowiedzi. Ja też bym nie miała. Po dziewiętnastu latach małżeństwa. Co tu się kurwa dzieje.

~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Hej.! Końcówka coś mi nie wyszła ale spoko xD 
Nie miałam pomysłu ;D
Dedyczek dla  dwóch "nowych":


Zuza..♥

6 sierpnia 2012

Rozdział 12.

Siedzieliśmy przytuleni do siebie i spoglądaliśmy na upstrzone gwiazdami niebo. Pojawiały się na niebie coraz to mniejsze gwiazdki które zaczęły tworzyć Drogę Mleczną. Niall zadecydował że też wybierze sobie gwiazdę. Proponowałam mu gwiazdę z gwiazdozbioru Pegaza, Byka, Panny, Lwa.. właściwie ze wszystkich zbiorów. On jednak wybrał z Oriona która była bardzo blisko mojej.
- Dużo wiesz o gwiazdach- zauważył Niall. Ja dalej wpatrywałam się w Thuban, byłą Gwiazdę Polarną.
- Kiedyś się tym interesowałam, a wiedza pozostała. Wiedziałeś na przykład że dzięki Precesji Gwiazdą Polarną nie jest jedna gwiazda? W tej chwili jest nią Alfa Ursae Minoris, w roku 7000 będzie nią Alderamin, Wega około 14000 roku, a w 24000 roku ponownie Thuban. Był już Polarną około 2400 roku przed naszą erą. Niall.... nie patrz tak na mnie.
Gapił się na mnie jakbym mu powiedziała że miałam 6 z fizyki co było totalną głupotą.
- Rozumiem że można pamiętać nazwy i tak dalej ale te wszystkie lata kolejność.. Masz niesamowitą pamięć.
- Tak do rzeczy które są bezużyteczne. Można powiedzieć "Wiedza Bezużyteczna". W nauce już nie jest tak wesoło. Chociaż też nie jest najgorzej.
Stwierdziliśmy że pora już wracać. Kiedy siedzieliśmy już w samochodzie włączyłam radio. Zaczęła lecieć piosenka Adele "Rolling in the deep". Zaczęłam mruczeć słowa piosenki.

"There's a fire starting in my heart
Reaching a fever pitch
And it's bringing me out the dark.."

- Nie wspominałaś że masz tak piękną barwę głosu. Dlaczego nie dążysz do kariery solowej?
- Proszę cię. Nie ma szans. Nie dam rady się przebić przez te wszystkie wielkie talenty. Z resztą swoją karierę zawsze wiązałam z końmi. Tylko moja mama nie potrafi tego zaakceptować.
Niall zmarszczył brwi i patrzył się przed siebie co było normalne bo kierował. Zdążyłam już poznawać jego miny. Myślał nad czymś. Planował. Nie chcąc mu przeszkadzać znów zaczęłam mruczeć piosenkę Adele. Nie panuję nad sobą kiedy ją słyszę, po prostu muszę ją nucić. Niall w drodze powrotnej także prowadził jak wariat. Spojrzałam na niego kątem oka. Dalej myślał.
- Jutro mam wywiad- wypalił ni stąd ni zowąd.- Na pewno pojawią się pytania na które nie będziemy przygotowani. Ale chcę wiedzieć co mogę powiedzieć.
- A co chcesz powiedzieć?
Zatrzymał samochód. Byliśmy już na miejscu. Zauważyłam Vi chowającą się za zasłoną w moim pokoju. Muszę jej powiedzieć że i tak ją widać.
- Prawdę. Po pierwsze to nie ma sensu. Po drugie po prostu nie chcę się ukrywać.
- Ja też nie chcę- powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
Dałam muu buziaka w usta. Miałam już wychodzić kiedy on złapał mnie za nadgarstek i powiedział:
- Ej, ej, ej! Tylko tyle?
Przewróciłam oczami. Pocałowałam go ponownie tym razem dłużej i czulej.
- I to rozumiem- powiedział z miną zadowolonego kocura.
Ja tylko zaśmiałam się cicho. Spojrzałam w jego błękitne jak niebo oczy. Ubóstwiam je.
- Do jutra.
Wyszłam z samochodu i poszłam do domu. Przy drzwiach odwróciłam się i pomachałam mu. Ze zdziwieniem stwierdziłam że nie wjechał do garażu willi obok. Jutro się go spytam.Wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi do swojego pokoju i zaczęłam krzyczeć z radości. Vi rzuciła się na mnie i też zaczęła krzyczeć. Kiedy się wreszcie uspokoiłyśmy zaczęłam opowiadać Vi o randce.
- Było niesamowicie. Od początku wiedziałam że to będzie coś oryginalnego. Nie było żadnej restauracji ani nic takiego i w gruncie rzeczy mi to odpowiadało. Niall zabrał mnie na jacht. Było tak romantycznie... patrzyliśmy w gwiazdy. Niebo wyglądało zupełnie inaczej niż w Londynie. Było na nim miliardy świecących, migających gwiazd. Było fantastycznie.
- Zapytał się ciebie o chodzenie?
Zastanowiłam się.
- Nie. Ale chyba mogę go nazwać swoim chłopakiem. No bo TAK się nie całuje koleżanki.
- Szczęściara. Ach! Zapomniałaś komórki, a twój tata napisał ci sms'a.
Odczytałam krótką wiadomość. Rodzice zostają na noc u znajomych. Poplotkowałyśmy jeszcze na parę tematów i ruszyłam do łazienki. Wzięłam długi prysznic i umyłam włosy. Dokładnie je rozczesałam i wyszorowałam zęby. Kiedy wyszłam z łazienki pokazałam Vi pokój gościnny i dałam jej piżamę. Gdy przyłożyłam głowę do poduszki pojawiły się tysiące myśli i planów. Nie mogłam zasnąć. Kręciłam się z boku na bok ze dwie godziny. Zapaliłam nocną lampkę która stała na etażerce i przysiadłam na skraju łóżka. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądałam jak pół dupy za krzaka. Ciemne cienie pod zaczerwionymi oczami. Blade poliki. Ochlapałam twarz i kark zimną wodą. Wróciłam do łóżka i skuliłam się pod kołdrą. Powoli powieki zaczęły mi ciężyć. Zasnęłam. Kiedy się obudziłam zdałam sobie sprawę że grubo zaspałyśmy pobiegłam obudzić Vi.
- Vivian! Obudź się! Zaspałyśmy! Masz tu ciuchy, szykuj się. Nawet nie zdążymy zjeść śniadania nad czym cholernie ubolewam.
Pobiegłam do łazienki. Rozczesałam włosy i zawiązałam w wysokiego kucyka. Na rzęsy nałożyłam trochę tuszu a usta posmarowałam błyszczykiem. Założyłam ciemne przecierane rurki, białą bokserkę, czerwoną bejsbolówkę i tego samego koloru conversy.Wychodząc trafiłam na Vi. Pobiegłyśmy razem w kierunku samochodu. Na ulicach był dziwny spokój. Nie było korków. Kiedy zajechałyśmy pod szkołę rzuciłam do Vi:
- Idź już. Ja zaparkuję i biegnę do klasy. Powiedz pani że się troszeczkę spóźnię.
- Spoko.
Vivian ruszyła pędem w kierunku szkoły a ja zaparkowałam auto. Gdy wbiegłam do szkoły zwolniłam tępa szłam spokojnie. Nagle poczułam że ktoś niemiłosiernie mocno łapie mnie za nadgarstek i popycha mnie na szkolne szafki. Zamknęłam oczy licząc na to że to złagodzi uderzenie. Jednak nie przywaliłam głową tak mocno jakby się można było spodziewać. Otworzyłam oczy i doznałam szoku. Dosłownie trzy centymetry od mojej twarzy znajdowała się twarz Will'a.
- Czego chcesz?- spytałam mocno wkurzona. Co on sobie wyobrażał?
- Myślałaś że tak łatwo się mnie pozbyć?- odpowiedział kąśliwym głosem.- Wolisz tego przylizanego, sławnego blondaska?
- Hah! Tu cię boli?!
- A żebyś wiedziała.
I w tym momencie doznałam kolejnego szoku. Po prostu mnie pocałował. Jego pocałunek był gwałtowny niemal agresywny. Tak jakby włożył całą swoją złość w niego. Jednak ja nie dałam sobie w kasze dmuchać. Zacisnęłam dłoń w pięść i przywaliłam mu prosto w twarz. Obrócił się niemal o sto osiemdziesiąt stopni. Miałam nadzieję że zostanie mu śliwa.
- Trzymaj się ode mnie z daleka. Następnym razem dostaniesz między nogi. Tyle że mocniej- syknęłam mu prosto do ucha.- Zrozumiałeś?
Nie czekałam  na odpowiedź spokojnym ale pewnym krokiem poszłam prosto do klasy. Pani Scuty nic nie powiedziała. Posłała tylko w moim kierunku wzrok pełen nagany. Siedziałam z Vi. Ta spojrzała w moim kierunku z pytaniem w oczach. Wyrwałam kartkę i zeszytu i streściłam jej wydarzenia ze szkolnego korytarza. Najbardziej zdziwiło mnie jej pytanie.

"Całuje tak dobrze jak mówią?"

Żachnęłam się.

"Jak na mój gust za bardzo się ślini."

Reszta lekcji przebiegła mi wolno jak nigdy. Cała szkoła wiedziała że to ja jestem tą Blondynką. Wiele dziewczyn rzucało w moją stronę wzrok pełen nienawiści. Inne próbowały się ze mną zakolegować. Każdej dawałam do zrozumienia że nie mają na co liczyć. Nie miałam ochoty na fałszywe znajomości. Oczywiście granatowa śliwa pod okiem Will'a została zauważona a on powiedział tylko że bił się z jakimś gościem i "Tam ten jest w gorszym stanie." Karla cały czas była przy jego boku i co pięć sekund się pytała "Jak się czujesz?", "Nie boli?" i inne podobne. Po lekcjach odwiozłam Vi do domu. Gdy byłam w domu wzięłam jogurt pitny i włączyłam telewizję aby obejrzeć wywiad. Niektóre pytania były tak debilistyczne że głowa mała. W końcu pojawiło się najbardziej oczekiwane pytanie. Ot taki deserek.
- Kim jest dla ciebie Kay Maykls?
Niall miał zmieszaną i niepewną minę. Ściągnęłam brwi. Coś jest nie tak.
- Jest moją przyjaciółką.
Podniosłam wysoko brwi ze zdziwienia. ŻE CO KURWA?! Do moich oczu napłynęły łzy. Zacisnęłam zęby aby nie spłynęły po moich policzkach. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam.

~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Hejka.! Trochę długo nie dodawałam rozdziału ale nie miała kiedy :D
Jestem u kuzynów więc nie mam kiedy. ;D
Ale postaram się dodawać częściej xD
Ciaaaał. xD


Zuza..♥